czwartek, 23 listopada 2017

Kto winien zdrad?

Nie wiedzieć czemu paradoksalnie w zdecydowanej większości kultur i cywilizacji zawsze kobiety wskazuje się jako przyczynę rozwiązłości mężczyzn. To one z tego powodu były piętnowane i kamieniowane. W niewieścim ciele również średniowieczni doktorzy kościoła widzieli diabelską pokusę i źródło grzechu cudzołóstwa. Czy panie są tego świadome? 
Dlaczegóż by jednak nie postawić tezy, że wina jest co najmniej pośrodku. Osobiście uważam, że leży głównie po stronie mężczyzn. Przecież to oni przeważnie robią pierwszy ruch, zaczynają zaloty i składają niemoralne propozycje. Sprawcami zgwałceń i seksualnych molestowań są prawie wyłącznie faceci. 

Odwracając sytuacje zapytam czy któryś z was panowie nie marzył by być molestowanym czy zgwałconym przez kobietę?  Czy w takiej sytuacji zgłosilibyście na policji przestępstwo? Wątpię… Poza tym podejrzewam, że żadna żona nie uwierzyłaby w coś takiego, uznając to za zwyczajny blef i zdradę. Jeśli któryś mężczyzna w to wątpi to niech spróbuje takiego tłumaczenia. 

Jeden z komentatorów jednego z naszych poprzednich artykułów na tym blogu stwierdził, że właśnie wierność odróżnia nas od zwierząt, że tym się od nich różnimy, a obdarzeni rozumem potrafimy powstrzymać na wodzy chuć i pierwotne instynkty. Nic bardziej mylnego, otóż pod względem zaspokajania podstawowych potrzeb fizjologicznych w tym popędu seksualnego nie różnimy się zwłaszcza od naszych najbliższych ewolucyjnych krewniaków - ssaków naczelnych, u których monogamia nie występuje. To samiec wybiera samice do kopulacji. Słowo samice użyłem oczywiście w mianowniku liczby mnogiej. 

A może i ty jesteś zdradzana/zdradzany? Zadzwoń 883 600 000 

ŚWIĘTOSZEK
Żył sobie człowiek głęboko wierzący,
Unikał pokus, nie szlajał nocami,
A jak już zgrzeszył, to tylko niechcący
I to jedynie sprośnymi myślami.
Nie potrzebował zbyt częstej spowiedzi,
W kościele zaś siadał tuż przed ołtarzem,
Tak, żeby wszyscy widzieli sąsiedzi,
Jak to się modli przed świętym obrazem.
Dbał o moralność, rodzinne wartości
I ponoć kochał nie najmłodszą żonę,
Był pewien, że dochowuje wierności,
Bo kto by zechciał tą starą matronę.
A sam się zadurzył w pięknej sąsiadce,
Lecz nie miał odwagi, by ją podrywać.
Mieszkała naprzeciw, w tej samej klatce
Więc obiekt westchnień mógł często widywać.
Poglądy na miłość zmienił nieznacznie,
Jego uczucie, raczej platoniczne
Spowodowało niegroźną dewiacje
I lekko zboczone sny erotyczne.
Gdy w końcu klęknął przed konfesjonałem,
By móc na komunii dostać opłatek,
Czerwony ze wstydu wyznał przez kratę
Grzechy o jakich nigdy nie słyszałem.
Opisał wszystkie lubieżne fantazje
I to dokładnie, ze szczegółami,
A że bardzo bujną miał wyobraźnie,
Spowiadał się całymi godzinami.
Zdziwił się ksiądz, bo znał parafianina,
Przez chwile sądził, że to opętanie,
Bo jak mogła zwykła, prosta dziewczyna
Zrobić mu w głowie takie zamieszanie.
Na całe szczęście dostał rozgrzeszenie
Ale pokuta jak nigdy surowa,
Jednak go dalej dręczyło sumienie,
Gdyż wszystkie grzechy w pamięci zachował.
Na widok sąsiadki znowu oszalał,
Przypomniał sobie pikantne detale,
Ogromna była jego grzechów skala
I chyba się wyspowiadał niedbale.
Na koniec was jeszcze trochę rozbawię,
U jego małżonki te same grzechy
Zdarzały się częściej i to na jawie,
Co było szokiem dla starego klechy.
I dla mnie to również jest szokujące,
Sam byłbym pewnie wielce zaskoczony
Poznawszy całą prawdę o małżonce,
Wolałbym nie znać grzechów mojej żony.

Detektyw24

fot. internet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz